...

Chrońmy się sami, gdy nie stać nas na goryla!

Świat to niebezpieczne miejsce. I nie będzie bezpieczniejszy, wręcz przeciwnie. Nawet Europa, która do tej pory uchodziła za dość bezpieczną w porównaniu z innymi częściami świata, stała się miejscem, gdzie trzeba się mieć na baczności.

Chrońmy się sami – jakie są zagrożenia?

Terroryzm o podłożu religijnym już kilka razy w ciągu ostatnich lat wstrząsną zachodnioeuropejskimi demokracjami. Zagrożenie zwiększa, wręcz niekontrolowany napływ imigrantów z krajów arabskich i afrykańskich. Zdecydowana większość z nich to ludzie poszukujący swojego wymarzonego miejsca do życia. Jednak w tej masie ludzi nie brakuje jednostek zdesperowanych czy rozczarowanych, skłonnych do czynów kryminalnych czy wręcz działań terrorystycznych. A Polska? Zamachy terrorystyczne w naszym kraju? To raczej kwestia kiedy, a nie czy w ogóle do nich dojdzie. Dodatkowo mamy ogromną rzeszę, idącą w setki tysięcy, pracowników zza wschodniej granicy. Ogrom z nich uczciwie pracuje, ale jest też część, która nie pogardzi łatwym zarobkiem, łamiąc przy okazji prawo. Tutaj dodatkowo wchodzi w grę pewne poczucie bezkarności. Przecież po dokonaniu przestępstwa można wyjechać z powrotem za wschodnią granicę, a tym samym ujść bezkarnie polskim organom ścigania. A poczucie bezkarności sprzyja brutalizacji działania. Jak na wojnie, gdy takie poczucie budzi w ludziach najgorsze instynkty.

Chrońmy się sami – ale jak?

Wysocy urzędnicy państwowi są objęci tzw. ochroną statutową, którą zapewniają im odpowiednie służby. Osoby niepubliczne, ale wystarczająco bogate, mogą sobie pozwolić na wynajęcie własnych goryli czy bodyguard’ów. Są oni zresztą często byłymi funkcjonariuszami państwowych służb odpowiedzialnych za ochronę najważniejszych osób w państwie. A przynajmniej ci najlepsi i najbardziej cenieni na rynku. Co w takim razie z obywatelami, którzy jednak ze względu na pełnione funkcje w społeczeństwie, bądź poziom zamożności są narażeni na atak, czy to o podłożu kryminalnym, czy terrorystycznym? Są oni niestety zdani w dużej mierze tylko na siebie. W jaki więc sposób mogą starać się uchronić przed ewentualnym zamachem? Najlepszym rozwiązaniem jest przestrzeganie kilku zasad utrudniających przeprowadzenie ataku.

Jak przeciwdziałać ewentualnemu zamachowi na własną osobę?

  • dokładnie zapoznać się z otoczeniem, z okolicą, w której żyjemy. Trzeba wiedzieć, co jest normalne i naturalne, aby móc dostrzec wszystko to, co jest nietypowe, co może stanowić zagrożenie. Czy na przykład ktoś nie interesuje się naszym mieszkaniem lub trybem życia. Potencjalni napastnicy starają się poprzez obserwację poznać nawyki, rozkład dnia itd., osoby, która jest ich celem, aby na tej podstawie wybrać optymalne miejsce i czas ataku,
  • ubierać się na co dzień w odzież jak najmniej rzucającą się w oczy,
  • nie obnosić się ze swoim statusem materialnym,
  • zachować dyskrecję co do swoich planów na najbliższe dni czy tygodnie, informować najbliższych o aktualnym miejscu swojego pobytu,
  • jeśli to możliwe, unikać wystąpień publicznych oraz publikowania swoich zdjęć,
  • często zmieniać miejsce spożywania posiłków i robienia zakupów, tras dojazdu i powrotu z pracy itp., tak, aby być, jak najmniej przewidywalnym,
  • zastanowić się jak postąpilibyśmy w czasie ataku, przygotować sobie pewną strategię działania, scenariusz zachowań. Mimo że wszystkiego nie da się przewidzieć, to jednak takie psychiczne przygotowanie się na atak, może pozwolić na zaoszczędzenie cennych sekund w chwili napaści i dać szansę na skuteczną reakcję,
  • w przypadku bardzo realnego zagrożenia — ukryć się (a przynajmniej ukryć członków najbliższej rodziny) w innym regionie kraju lub jeśli to możliwe za granicą.

 

obserwacja i inwigilacja

 

Wymienione wyżej procedury nie eliminują całkowicie zagrożenia, ale w bardzo dużym stopniu je ograniczają. Trzeba mieć jednak świadomość, że po pierwsze, przestrzeganie tych wszystkich procedur w codziennym życiu jest dość kłopotliwe, a tylko konsekwencja w ich stosowaniu zapewnia skuteczności. Po drugie, nawet bardzo czujne monitorowanie otoczenia nie daje gwarancji, że nie jesteśmy obserwowani. Gdy jadąc samochodem mamy podejrzenie, że jesteśmy śledzeni, możemy spróbować to sprawdzić. Należy kilka razy zmienić kierunek jazdy i obserwować czy nikt za nami nie podąża. Jeśli tak jest, to dla pewności można zatrzymać się w publicznym miejscu z monitoringiem, np. na stacji benzynowej, gdzie jesteśmy w miarę bezpieczni. Jeśli podejrzany pojazd też się zatrzyma, to mamy pewność, że jesteśmy pod obserwacją. Czy koniecznie napastnicy, którzy chcą nas rozpracować, muszą dać nam ogon i prowadzić bezpośrednią obserwację? Nie koniecznie.

Bezpośrednia inwigilacja jest dość ryzykowna, bo prawdopodobieństwo jej wykrycia przez osobę obserwowaną jest dość duże. Jednocześnie angażuje spore środki i pochłania dużo czasu. Przy dzisiejszym poziomie zaawansowania technicznego i powszechności dostępu do urządzeń technicznych pozwalających śledzić innych, łatwiej i bezpieczniej jest prowadzić obserwację na odległość, minimalizując ryzyko wykrycia. Po trzecie, współcześnie znaczna część naszego życia przenosi się do świata wirtualnego, gdzie czujemy się bezpieczni i anonimowi. To z kolei sprzyja temu, że wrzucamy do internetu niezliczoną ilość informacji o sobie i swoich bliskich, nie biorąc pod uwagę tego, że informacja raz umieszczona w internecie już tam zostaje i jest nie do usunięcia. I tutaj pojawia się pojęcie doxingu.

Co to jest doxing?

Termin pochodzi od angielskiego słowa dokumenty. Doxing polega na tworzeniu kompletnego profilu konkretnej osoby, tzw. figuranta, przez gromadzenie danych dostępnych o niej w internecie. I nie chodzi tu tylko o serwisy społecznościowe. A punktem wyjścia są podstawowe dane osobowe. Również smartfon jest świetnym narzędziem do inwigilacji. Pozwala kontrolować wszelką aktywność właściciela, jego lokalizację, podsłuchiwać rozmowy telefoniczne, czytać wiadomości sms itp. Wystarczy tylko na chwilę mieć fizyczny dostęp do konkretnego urządzania, aby zainstalować na nim szkodliwe oprogramowanie, a nawet to nie jest konieczne. Płatności kartą? Każda taka transakcja to bardzo wyraźny ślad, który po sobie zostawiamy. Analizując zestawienie transakcji bezgotówkowych danej osoby, można się o niej wiele dowiedzieć. Poznać jej zwyczaje, gusta i miejsca, w których często bywa. I tu mała dygresja. Większość policjantów z pionu kryminalnego ma zwyczaj posługiwania się w życiu codziennym tylko gotówką. Nie korzystają oni z płatności kartą. Taki nawyk zawodowy. Daje to do myślenia.

 

doxing

 

Co więc robić? Odciąć się od internetu? Wyrzucić smartfona? Zniszczyć karty płatnicze? Zbudować małą chatkę w ciemnym lesie i z niej nie wychodzić? Nie! Zdać się na zdrowy rozsądek. Zachować dyskrecję, jeśli chodzi o newralgiczne strefy naszego życia. Świadomie filtrować informacje udostępniane w internecie. Umieszczać tam tylko te, które są konieczne i niezbędne ze względu na wykonywaną pracę czy sprawowane funkcje społeczne. Koncentrując się na bezpieczeństwie w wirtualnym świecie, nie zapominać o tzw. realu. Życie nadal toczy się w zdecydowanej części wokół nas. Dobrze mieć oczy naokoło głowy, być czujnym i ostrożnym. Dwa razy się zastanowić, zanim coś zrobimy, na przykład wyrzucimy do kosza na śmieci dokumenty, rachunki czy faktury. Bo kosz na śmieci, to wbrew pozorom, świetne źródło informacji. Wiedzą o tym doskonale hakerzy, policjanci i złodzieje. Trzeba mieć świadomość potencjalnych zagrożeń i im przeciwdziałać.

 

Foto: pixabay.com

Dodaj komentarz

2 × 5 =

Optimized by Seraphinite Accelerator
Turns on site high speed to be attractive for people and search engines.